Śnieg, dużo śniegu, czujesz owiewający cię chłód z każdej
strony.
Wybiegłaś roztrzęsiona przed dom w ledwo okrywającej cię
piżamie. Stoisz i czujesz jak zimne płatki roztapiają się na twojej rozgrzanej
skórze.
Patrzysz i nie chcesz wierzyć w to co widzisz, czujesz że osuwasz
się na pokrytą białym puchem ziemię, łzy zalewają ci oczy.
Masz 21 lat, garść marzeń, spełnionych i tych do spełnienia.
Masz złamane serce, niewiele myśli, żyjesz życiem innych
ludzi. Chcesz być blisko, jednak wiesz że nie pozwoli ci na to psychika.
Bo to ona płata ci figle, bo to ona sprawia, że ciężko ci
się żyje.
Nazywasz się Otylia i nie wiesz co począć ze swoim życiem.
-Oti, wyłaź, zaraz mam trening- wyciągasz słuchawki i
nasłuchujesz walenia w drzwi, nic sobie z tego nie robisz, nie chcesz. Nie teraz.
Przeciągasz się w długiej, z racji bytu, wannie. Zamglonym,
przeziębionym wzrokiem patrzysz po przestrzennej łazience. Wysoka, na dwa i pół
metra, z resztą, jak każde pomieszczenie w tym domu, Długa, bardzo długa wanna,
wielkie lustro na ścianie naprzeciw drzwi, toaleta, prysznic.
Tuż obok wanny szafka z ręcznikami, toaletka z waszymi
kosmetykami.
-OTYLIA!
-Juuuz, - wstajesz leniwie, nie wycierając się do końca,
okrywasz nagie ciało ręcznikiem i po
chwili otwierasz drzwi, Spojrzenie jakim owinął sprawia, że zaczynasz drżeć,
nie z podniecenia. Na pewno nie.
Uciekasz przed jego osobą, wchodzisz do waszej sypialni, nie
zważając na to, że jesteś mokra siadasz na waszym łóżku, w którym ostatnimi
czasy śpisz sama.
Tak jak dzisiejszej nocy.
Tak jak wczorajszej, przedwczorajszej i tej sprzed miesiąca
też.
Wzdychasz głęboko.
Patrzysz na wasze zdjęcie, jednym gestem dłoni ramka ze
zdjęciem ląduje na puchatym dywanie, zrzucasz z siebie ręcznik i w stroju Ewy
szykujesz się do wyjścia na uczelnię.
Powoli dobierasz ciuchy, nie zwracając uwagi na podwinięte
rolety.
Spoglądasz ze wzruszeniem przez okno, piękne wysokie drzewa
pokryte śnieżnobiałą kołderką… Splatasz dłonie, kciuk mechanicznie zaczyna
głaskać pierścionek na serdecznym palcu.
To właśnie dlatego pokochałaś zimę, zimą zostałaś kimś. Kimś
więcej niż sobą.
Teraz? Nienawidzisz zimy, z jego powodu, to on sprawił, że
twoje życie zmieniło się diametralnie.
Słyszysz jak wychodzi z łazienki. Wyrywasz się z zamyślenia zakładając
bieliznę, patrzysz jak wchodzi do pokoju i ubiera spodnie. Siadasz zmęczona na
łóżku, zaczynasz kaszleć, jednak nie zamierzasz opuścić kolejnych wykładów.
Patrzy na ciebie z politowaniem, podchodzi do ciebie, kładzie ci rękę na czole
-Gorączka, nie powinnaś dziś wychodzić.
-Myślisz? Wiesz, jakoś też nie uśmiecha mi się przebywać z
bardzo bliską przyjaciółeczką moją i mojego męża. – Jad w twoim głosie przeraził
cię samą. Po co udawać? Przerażony patrzy, wiesz? Wiesz. Tylko skąd. Ano wiesz
i tyle.
-Ja… - przerywa patrząc na zegarek – o cholera- w locie
łapie torbę treningową i wybiega z pokoju- porozmawiamy jak wrócimy- po chwili
słyszysz głośny trzask drzwiami.
To nie będzie ciekawa rozmowa
Siadasz w pierwszym rzędzie, aby nie musieć patrzeć na jej
twarz. Tysiące emocji ma ochotę wydrzeć się z twojego gardła, jednak wiesz że
to nie czas, ani miejsce.
Jak na złość ona nie robi sobie nic z twojego humoru i siada
obok ciebie chcąc się przywitać.
-Oti, niewyraźnie wyglądasz- stwierdza przyglądając się
tobie
No dziwne nie? W nocy widziałaś jak twój mąż i twoja
najlepsza przyjaciółka przyssali się do siebie jak dwa glonojady, a później zniknęli
w jej aucie. Nie no w ogóle, no stres.
-możliwe-zaciskasz pięści, oczami wyobraźni widzisz, bliskie
spotkanie twojej pięści z jej twarzą.
Niezbyt przyjemną ciszę przerywa dźwięk sms-a. Patrzysz na
telefon, nie twój. Więc jej
Z każdym przeczytanym słowem jej oczy powiększały się, aż w
końcu osiągnęły maksymalną wielkość pięciozłotówki. Domyśliłaś się co to za
wiadomość i od kogo. Widziałaś jak trzęsą się jej ręce i jak dolna warga opada
troszkę w dół, prychnęłaś zdenerwowana, jednak serce rozwaliło się na miliony
kawałków. Spojrzała na ciebie z przerażeniem w oczach, chciała coś powiedzieć,
jednak uciszyłaś ją jednym gestem. Zdjęłaś obrączkę, położyłaś ją na jej
pulpicie i wybiegłaś z audytorium ocierając łzy.
Pękłaś.
Weszłaś do mieszkania, pociągając nosem pobiegłaś do waszej
sypialni skąd niedawno wychodziłaś. Zostawiając czarne ubłocone ślady na
dywanie ruszyłaś ku szafie. Wyjęłaś dwie walizki, wyrzucałaś ciuchy, rzeczy.
Wiedziałaś, że prędzej czy później zjawi się w mieszkaniu, jednak trzask drzwi
i nawoływanie cię twoim imieniem przeraziło cię. Nie myślałaś że pojawi się tak
szybko.
Stojąc rozmazana przed waszą szafą spojrzałaś w kierunku
drzwi w których stanął twój mąż, jeszcze w klubowym stroju, widocznie nie
zdążył się przebrać. Widocznie wasza przyjaciółka postanowiła go uprzedzić…
-Oti, ja.. porozmawiajmy.
-Wiesz, wydaje mi się że nie mamy o czym. – mówisz łamiącym
się głosem, połykasz słone łzy, zaciągasz się. Zapinasz ostatnią torbę. –czujesz
kolejny napływ łez, więc siadasz na torbie i ukrywasz twarz w dłoniach, kucnął
przy tobie, czujesz jak cię przytula, czujesz jak sam drży, płacze? Niech płacze.
Złamał ci serce. Dobrzec mu tak…
-Wybacz mi, kochanie.. – jak dawno nie słyszałaś tego zwrotu
do twojej osoby, zanosisz się szlochem.
Odpychasz go od siebie, patrzysz w jego zwilgotniałe oczy, oczy które tak
kochasz, oczy które cię tak zraniły.
Jesteś skłonna wybaczyć mu wszystko, jednak gdy przed oczami
staje ci wczorajsza sytuacja, która zniszczyła twoje szczęście… Odpychasz go od
siebie, w dłonie łapiesz torby i wychodzisz z płaczem. Wchodzisz do kuchni, na
stole kładziesz pęk kluczy, patrzy roztrzęsiony na ciebie, ciężko mu? Rychło w
czasie, kiedy zdążył zniszczyć twój idealny świat.
-Możesz je dać Ani, zawsze wygodniej w domu, na łóżku niż w
aucie. – czujesz kolejną porcję łez. Ocierasz je wierzchem dłoni i wychodzisz,
zamykając cicho drzwi.
Stajesz opierasz się o ścianę, słyszysz jego krzyk, trzask,
zapewne jakiegoś kubka, płacz…
Niech płacze.
Ostatni raz spoglądasz na drzwi, zastanawiając się czy
robisz dobrze. Torby wrzuciłaś do bagażnika wsiadasz do samochodu, nastawiasz sobie
nawigację, wykręcasz numer do matki, zawsze możesz do niej przyjechać. Zawsze,
sama tak mówiła.
-Halo? – słyszysz jej ciepły głos w słuchawce
-Mamo… Mamusiu…- nie wytrzymujesz, pękasz po raz kolejny,
przełykając łzy tłumaczysz jej co się stało. Zapewnia cię również, że możesz
zostać tak długo jak tylko będziesz chciała. Spoglądasz ostatni raz w stronę
okna waszej sypialni. Stoi tam, opiera czoło o szybę, trzęsie się?
Płacze?
Ty również. Ostrożnie wyjeżdżasz z podjazdu...
Ta da!!!
WITAM po raz kolejny, J
Inna perspektywa inne opowiadanie, tylko ta, wiedźma się nie zmieniła, po
adresie bloga możecie szukać głównego bohatera
Jak na razie SUPER! :D
OdpowiedzUsuńKurde no co mam powiedzieć? Świetnie się czyta:)
Czekam na 1szy rozdział :*
nooo cholera jasna zaczynasz przezajebiście! masz talent do tych historii nie ma co! :) licze na kolejny rozdział w niedługim czasie :))
OdpowiedzUsuńhttp://beenoughopowiadanie.blogspot.com/ zapraszam do mnie.
OdpowiedzUsuńdziękuje za zaproszenie, postaram się przeczytać jak najszybciej :* :D
czekam z niecierpliwością na nastęny...by móc odgadnąć kim jest ten brutalny siatkarz co zdradził swoją żone z jej "przyjaciółką"
OdpowiedzUsuńWow.... Zapowiada się kolejne zajebiste opowiadanie. ;)
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekać pierwszego rozdziału... Tymczasem zapraszam do siebie, zolto-czarni.Blog.pl
OdpowiedzUsuńboskie....
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, masz talent :* :* :D