piątek, 14 grudnia 2012

Prolog.




Śnieg, dużo śniegu, czujesz owiewający cię chłód z każdej strony.
Wybiegłaś roztrzęsiona przed dom w ledwo okrywającej cię piżamie. Stoisz i czujesz jak zimne płatki roztapiają się na twojej rozgrzanej skórze.
Patrzysz i nie chcesz wierzyć w to co widzisz, czujesz że osuwasz się na pokrytą białym puchem ziemię, łzy zalewają ci oczy.
Masz 21 lat, garść marzeń, spełnionych i tych do spełnienia.
Masz złamane serce, niewiele myśli, żyjesz życiem innych ludzi. Chcesz być blisko, jednak wiesz że nie pozwoli ci na to psychika.
Bo to ona płata ci figle, bo to ona sprawia, że ciężko ci się żyje.
Nazywasz się Otylia i  nie wiesz co począć ze swoim życiem.



-Oti, wyłaź, zaraz mam trening- wyciągasz słuchawki i nasłuchujesz walenia w drzwi, nic sobie z tego nie robisz, nie chcesz. Nie teraz.
Przeciągasz się w długiej, z racji bytu, wannie. Zamglonym, przeziębionym wzrokiem patrzysz po przestrzennej łazience. Wysoka, na dwa i pół metra, z resztą, jak każde pomieszczenie w tym domu, Długa, bardzo długa wanna, wielkie lustro na ścianie naprzeciw drzwi, toaleta, prysznic.
Tuż obok wanny szafka z ręcznikami, toaletka z waszymi kosmetykami.
-OTYLIA!
-Juuuz, - wstajesz leniwie, nie wycierając się do końca, okrywasz nagie ciało ręcznikiem i  po chwili otwierasz drzwi, Spojrzenie jakim owinął sprawia, że zaczynasz drżeć, nie z podniecenia. Na pewno nie.
Uciekasz przed jego osobą, wchodzisz do waszej sypialni, nie zważając na to, że jesteś mokra siadasz na waszym łóżku, w którym ostatnimi czasy śpisz sama.
Tak jak dzisiejszej nocy.
Tak jak wczorajszej, przedwczorajszej i tej sprzed miesiąca też.
Wzdychasz głęboko.
Patrzysz na wasze zdjęcie, jednym gestem dłoni ramka ze zdjęciem ląduje na puchatym dywanie, zrzucasz z siebie ręcznik i w stroju Ewy szykujesz się do wyjścia na uczelnię.
Powoli dobierasz ciuchy, nie zwracając uwagi na podwinięte rolety.
Spoglądasz ze wzruszeniem przez okno, piękne wysokie drzewa pokryte śnieżnobiałą kołderką… Splatasz dłonie, kciuk mechanicznie zaczyna głaskać pierścionek na serdecznym palcu.
To właśnie dlatego pokochałaś zimę, zimą zostałaś kimś. Kimś więcej niż sobą.
Teraz? Nienawidzisz zimy, z jego powodu, to on sprawił, że twoje życie zmieniło się diametralnie.
Słyszysz jak wychodzi z łazienki. Wyrywasz się z zamyślenia zakładając bieliznę, patrzysz jak wchodzi do pokoju i ubiera spodnie. Siadasz zmęczona na łóżku, zaczynasz kaszleć, jednak nie zamierzasz opuścić kolejnych wykładów. Patrzy na ciebie z politowaniem, podchodzi do ciebie, kładzie ci rękę na czole
-Gorączka, nie powinnaś dziś wychodzić.
-Myślisz? Wiesz, jakoś też nie uśmiecha mi się przebywać z bardzo bliską przyjaciółeczką moją i mojego męża. – Jad w twoim głosie przeraził cię samą. Po co udawać? Przerażony patrzy, wiesz? Wiesz. Tylko skąd. Ano wiesz i tyle.
-Ja… - przerywa patrząc na zegarek – o cholera- w locie łapie torbę treningową i wybiega z pokoju- porozmawiamy jak wrócimy- po chwili słyszysz głośny trzask drzwiami.
To nie będzie ciekawa rozmowa

Siadasz w pierwszym rzędzie, aby nie musieć patrzeć na jej twarz. Tysiące emocji ma ochotę wydrzeć się z twojego gardła, jednak wiesz że to nie czas, ani miejsce.
Jak na złość ona nie robi sobie nic z twojego humoru i siada obok ciebie chcąc się przywitać.
-Oti, niewyraźnie wyglądasz- stwierdza przyglądając się tobie
No dziwne nie? W nocy widziałaś jak twój mąż i twoja najlepsza przyjaciółka przyssali się do siebie jak dwa glonojady, a później zniknęli w jej aucie. Nie no w ogóle, no stres.
-możliwe-zaciskasz pięści, oczami wyobraźni widzisz, bliskie spotkanie twojej pięści z jej twarzą.
Niezbyt przyjemną ciszę przerywa dźwięk sms-a. Patrzysz na telefon, nie twój. Więc jej
Z każdym przeczytanym słowem jej oczy powiększały się, aż w końcu osiągnęły maksymalną wielkość pięciozłotówki. Domyśliłaś się co to za wiadomość i od kogo. Widziałaś jak trzęsą się jej ręce i jak dolna warga opada troszkę w dół, prychnęłaś zdenerwowana, jednak serce rozwaliło się na miliony kawałków. Spojrzała na ciebie z przerażeniem w oczach, chciała coś powiedzieć, jednak uciszyłaś ją jednym gestem. Zdjęłaś obrączkę, położyłaś ją na jej pulpicie i wybiegłaś z audytorium ocierając łzy.
Pękłaś.

Weszłaś do mieszkania, pociągając nosem pobiegłaś do waszej sypialni skąd niedawno wychodziłaś. Zostawiając czarne ubłocone ślady na dywanie ruszyłaś ku szafie. Wyjęłaś dwie walizki, wyrzucałaś ciuchy, rzeczy. Wiedziałaś, że prędzej czy później zjawi się w mieszkaniu, jednak trzask drzwi i nawoływanie cię twoim imieniem przeraziło cię. Nie myślałaś że pojawi się tak szybko.
Stojąc rozmazana przed waszą szafą spojrzałaś w kierunku drzwi w których stanął twój mąż, jeszcze w klubowym stroju, widocznie nie zdążył się przebrać. Widocznie wasza przyjaciółka postanowiła go uprzedzić…
-Oti, ja.. porozmawiajmy.
-Wiesz, wydaje mi się że nie mamy o czym. – mówisz łamiącym się głosem, połykasz słone łzy, zaciągasz się. Zapinasz ostatnią torbę. –czujesz kolejny napływ łez, więc siadasz na torbie i ukrywasz twarz w dłoniach, kucnął przy tobie, czujesz jak cię przytula, czujesz jak sam drży, płacze? Niech płacze. Złamał ci serce. Dobrzec mu tak…
-Wybacz mi, kochanie.. – jak dawno nie słyszałaś tego zwrotu do twojej osoby,  zanosisz się szlochem. Odpychasz go od siebie, patrzysz w jego zwilgotniałe oczy, oczy które tak kochasz, oczy które cię tak zraniły.
Jesteś skłonna wybaczyć mu wszystko, jednak gdy przed oczami staje ci wczorajsza sytuacja, która zniszczyła twoje szczęście… Odpychasz go od siebie, w dłonie łapiesz torby i wychodzisz z płaczem. Wchodzisz do kuchni, na stole kładziesz pęk kluczy, patrzy roztrzęsiony na ciebie, ciężko mu? Rychło w czasie, kiedy zdążył zniszczyć twój idealny świat.
-Możesz je dać Ani, zawsze wygodniej w domu, na łóżku niż w aucie. – czujesz kolejną porcję łez. Ocierasz je wierzchem dłoni i wychodzisz, zamykając cicho drzwi.
Stajesz opierasz się o ścianę, słyszysz jego krzyk, trzask, zapewne jakiegoś kubka, płacz…
Niech płacze.
Ostatni raz spoglądasz na drzwi, zastanawiając się czy robisz dobrze. Torby wrzuciłaś do bagażnika wsiadasz do samochodu, nastawiasz sobie nawigację, wykręcasz numer do matki, zawsze możesz do niej przyjechać. Zawsze, sama tak mówiła.
-Halo? – słyszysz jej ciepły głos w słuchawce
-Mamo… Mamusiu…- nie wytrzymujesz, pękasz po raz kolejny, przełykając łzy tłumaczysz jej co się stało. Zapewnia cię również, że możesz zostać tak długo jak tylko będziesz chciała. Spoglądasz ostatni raz w stronę okna waszej sypialni. Stoi tam, opiera czoło o szybę, trzęsie się? 
Płacze?
Ty również. Ostrożnie wyjeżdżasz z podjazdu...


Ta da!!!
WITAM po raz kolejny, J Inna perspektywa inne opowiadanie, tylko ta, wiedźma się nie zmieniła, po adresie bloga możecie szukać głównego bohatera

7 komentarzy:

  1. Jak na razie SUPER! :D
    Kurde no co mam powiedzieć? Świetnie się czyta:)
    Czekam na 1szy rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  2. nooo cholera jasna zaczynasz przezajebiście! masz talent do tych historii nie ma co! :) licze na kolejny rozdział w niedługim czasie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. http://beenoughopowiadanie.blogspot.com/ zapraszam do mnie.

    dziękuje za zaproszenie, postaram się przeczytać jak najszybciej :* :D

    OdpowiedzUsuń
  4. czekam z niecierpliwością na nastęny...by móc odgadnąć kim jest ten brutalny siatkarz co zdradził swoją żone z jej "przyjaciółką"

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow.... Zapowiada się kolejne zajebiste opowiadanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie moge się doczekać pierwszego rozdziału... Tymczasem zapraszam do siebie, zolto-czarni.Blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. boskie....
    czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, masz talent :* :* :D

    OdpowiedzUsuń