sobota, 5 stycznia 2013

1.



Ludzie którzy szli ulicą, widzieli nas, zapewne mieli komiczne miny. Ja wyglądająca jak jego córka, on zaś jak mój ojciec. Idę krzyczę, gadam pod nosem coś o wódce, coś o piwie, on ciągnięty przez dziewczynę pół metra niższą od siebie idzie zdezorientowany, dochodzimy do pięknej i wdzięcznej knajpy o równie interesującej nazwie STUDNIA stajemy, a przemiły pan ochroniarz prosi mnie o dowód.
Warczę o niezrozumieniu i dyskryminacji kobiet, podaję mu kawałek plastyku i wchodzę depcząc go chamsko po stopie. Patrzy na mnie gniewnym wzrokiem, ale kiedy mój brodaty kolega przechodzi i łapie mnie pod rękę, swoje uwagi przepuszcza koło uszu.
Marcin, bo takowy brodacz się nazywa zajmuje stolik. Więc zostaję zmuszona do podejścia do baru.
Zamawiam 4 kolejki czystej i po piwie, nie umiem pić, nie lubię. Ale co tam.
Miła pani kelnerka chyba zauważyła z kim przyszłam, aż wyrywała się aby zanieść tą tackę, więc dlaczego nie.
 Gdy stanęła postawiła nasze zamówienie na stoliku, poprawiła się , a ja parsknęłam śmiechem.
Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, jak każdy praktycznie i odeszła .
-Widziałeś? Prawie jej biust wyleciał!-zaśmiał się tym swoim głębokim głosem i przechylił kieliszek szybkim ruchem
-Wiesz co dziewczyno? Wiesz jak to jest być zdradzanym przez żonę?
Zaparło mi dech, autentycznie.
-Nie wiem nie miałam chłopaka, tym bardziej żony. Wiesz co Brodi? Może jednak nie piwo co ?
Machnęłam na tą cycatkę, gdy podeszłą poprosiłam ją o butelkę whisky.
Po chwili piliśmy jak równy z równym, w sensie dosłownym
Rozmowom nie było końca, wysłuchałam całej historii małżeństwa brodacza z ową Hanią, zrobiło mi się przykro. Nie z zazdrości, po prostu to fantastyczny facet, a zdradza go z jakimś taki szaraczkiem. No dobra, z zazdrości trochę też.
Kiedy poczułam, że mam lekko w czubie, on zaczął wypytywać się mnie o moje życie.
- A CHŁOPAK? PARTNER?
-Nie mam, Brodi, ja jestem jeszcze dziewicą- czknęło mi się – wiesz. Zazdroszczę Izie… beztroska, piękna, przebojowa.. a ja? Ni to dupa ni to krzak. –oparłam się rozmarzona na fotelu
-Oj.. chyba ktoś ma dość co ? Gabrysiu?-potrząsnął mną lekko. Aż zawirowało mi w głowie, z podniecenia? Czy z upojenia alkoholowego? Diabli go wiedzą…
-Brodi… weź mnie no. – mruczę gdy ten bierze mnie na ręcę. Pewnie cham wie o co mi chodziło, ale  jak już chce być taksówką, niech da się wykorzystać.
Kiedy Marcin szedł z dziewczyną na rękach przypominała mu się jego młodość, ile ona może mieć lat? Pełnoletnia jest, wpuścili ją do STUDNI… dwadzieścia? Nawet nie wiem czy tyle bym jej dał.
-Gabrysiu, usiądziesz na chwilę?- posadził ją na ławce, z której po prostu się z turlała. –ależ jesteś napruta dziewczyno…
Odgarnął jej włosy z czoła, pijany uśmiech błąkał się gdzieś po ustach, przymrużone idealnie zielone oczy, prosty malutki nosek, jakby widział Hanię, jakieś kilka lat temu. 
-Gabrysiu, gdzie mieszkasz? – szepnął szukając w jej torebce jakiegoś skrawka, dokumentu z adresem
-mmu memu –wybełkotała i oparła się o jego ramie.
-Gdzie masz dowód?-puknął się w czoło gdy przypomniał sobie że tam musza być podstawowe dane
Kiedy wyjął jej portfel przeszukał wszystkie zakładki gdzie znalazł owy prostokącik. Jednak jego uśmiech zszedł z twarzy gdy zamiast Kędzierzyńskiego adresu ujrzał Koszaliński... z ciekawości zerknął na datę urodzenia,po chwiliuśmiechał się pod nosem niosąc pijaną 20 latkę na rękach do siebie.

Gdy wszedł do domu, cicho zamknął drzwi, wiedząc jednak że nikogo w nim nie ma, przyzwyczajenia swoje robią, położył ją w sypialni, na szafce położył tabletki i szklankę wody na rano.
Pozwolił sobie jeszcze zdjąć z niej spodnie i koszulę, tak że została w podkoszulku i uroczych bokserkach z inspirującym napisem ‘zdejmij’
Sam natomiast położył się w salonie, uprzednio wypijając trzy szklanki zimnej wody. Co to, to nie, kaca rano mieć nie chce.


Obudziłam się przez krzyki. Obudziłam się przykryta, w miękkim łóżku, przesiąkniętym męskimi perfumami.  Z przerażeniem spojrzała po pomieszczeniu, głowa bolała ją niemiłosiernie, zamknęła oczy. jednak po chwili ponownie je otworzyła. Kto się tak drze! Spojrzałam na szafkę, gdzie stała szklanka z wodą i jakieś proszki, wzięłam wszystko na raz. Ubrałam spodnie, koszulę przerzuciłam przez ramię, i zeszłam na dół po schodach kierowana dzikimi wrzaskami. Weszłam do salonu skąd wydobywały się krzyki.
-I ty śmiesz mi powiedzieć, że zawsze byłeś mi wierny?
-Haniu… - oho, żoncia…
Spojrzałam na brodacza spuszczającego oczy, zrobiło się mi go szkoda… biedny Brodi
-Żal mi tych lat co z tobą spędziłam, jesteś nikim-powiedziała patrząc to na niego to na mnie…
A niech to!
-Te Haneczka, - podeszłam bliżej, ja nie wiem nic specjalnego z tej babeczki-nie zapędzasz się?
-CO proszę?
Kiedy stanęłam złapałam dużą dłoń Marcina w swoją, ten spojrzał na mnie nie wiem z wdzięcznością? Z prośbą pomocy?
-Wierny to był ci do momentu w którym nie wskoczyłaś temu facecikowi do wyra- syczę, lubię syczeć
-Gratuluję wyboru, jego nie ma cały czas w domu, el kapitano phi…
-słuchaj sobie paniusiu,- puszczam dłoń Brodiego i staję tuż przed twarzą kobety- jeśli przeszkadzało Ci że Marcina nie ma… dobrze wiedziałaś z kim się wiąrzesz, dobrze wiedziałaś przyjmując oświadczyny i później obrączkę. O patrz- podnoszę jej lewą rękę-nawet dalej tutaj jest
-Też ci naobiecywał cuda wianki? Ile ty dziecino masz lat co ? chcesz sobie życie zmarnować?
-Nie marnuję nic, bo moje życie to Marcin, więc spłyń do tego księgowego i nas nie nachodź, a my kochanie idziemy dokończyć to co zaczęliśmy- ciągnę go za bokserki na górę. Kiedy ten zdezorientoway idzie po schodach ja schodzę do niej i grzecznie lecz stanowczo wypraszam ją z mieszkania.
Facet gdy usłyszał trzask drzwi zszedł cały blady. Weszłam do kuchni, pozwoliłam sobie poszperać po szafkach, nalałam mu wody i wróciłam do salonu gdzie siedział trzymając głowę w dłoniach.
-Przepraszam cię za całą sytuację, nie wiedziałem, że tu przyjdzie.
Usiadłąm do niego i nieporadnie go przytuliłam.
Pociągnął mnie nie poradnie tak, że usiadłam mu na kolachach a ten wtulił twarz w zagłębie mojej szyi.
-To był kochane, dziękuję, że się za mną wstawiłaś
-Brodi, odchylam jego głowę i patrzę mu w oczy- wprowadziłeś mnie do domu, bo się zachłam, więc tyle mogę dla ciebie zrobi. Uśmiehcamy się do siebie, patrząc sobie w oczy..
-Wiesz.. chciałaś mnie zaciągnąć do łóżka, jak, skoro jesteś dziewicą?-szepnął mi do ucha, jakby się tego wstydził
Całe ciało przesło mi ciarkami, zaczęłam się czuć niepewnie czując jego dłonie na moich lędźwiach.
-E.. no. Dobra, czas na mnie.
-Daj mi swój numer co ?- podaję pokolei ciąg cyfr
-a adres?-mruknął z zadowoleniem wklepując numer do telefonu
-Przyjaźni 13- zakłądam kurtkę,
-Wpadnę dziś z whisky – śmieje się widząc mojąniewyraźną minę, co mi tam
-Dobra. Ale jakąś dobrą, bo to wczoraj, to jakaś lura była… 
Całuje mnie w policzek i zamyka za mną drzwi.
Wiem, że Iza będzie zła, wiem że będzie warczeć, wiem że Jurek będzie, i jak będzie ot będzie się śmiał, idę sobie, patrzę po ludziach i zastanawiam się co się dzieje.
Czuję ciepło, mimo że jest zimno. Czuję… czuję się spragniona, nie Jurka, a Brodiego.
Czuję dziwne uczucie, nie zakochanie, nie nie nie.
Podniecenie, tak to jest właśnie to uczucie.
Przerażam się swoimi myślami i wbiegam do domu.
Ściągam buty i idę do kuchni z zamiaram nalania sobie wody. Jakie jest moje zdziwienie gdy widzę Jurka w bokserkach, parskam i krzyczę coś o szlafroku, w całkowitym amoku wchodzę do siebie, padam zmęczona i usypim, śniąc snem niespokojnym z Brodim w roli głównej.



Przepraszam was bardzo, jednak nie wiem co się dzieje ostatnio ze mną, czuję się wypalona? Czuję się pełna bzdur, bez sensu,
Jednocześnie chciałabym zaprosić Was na nowego bloga ! :D  http://chwile-ulotne-jak-ulotki.blogspot.com/