Ludzie którzy szli ulicą, widzieli nas, zapewne mieli
komiczne miny. Ja wyglądająca jak jego córka, on zaś jak mój ojciec. Idę
krzyczę, gadam pod nosem coś o wódce, coś o piwie, on ciągnięty przez
dziewczynę pół metra niższą od siebie idzie zdezorientowany, dochodzimy do
pięknej i wdzięcznej knajpy o równie interesującej nazwie STUDNIA stajemy, a
przemiły pan ochroniarz prosi mnie o dowód.
Warczę o niezrozumieniu i dyskryminacji kobiet, podaję mu
kawałek plastyku i wchodzę depcząc go chamsko po stopie. Patrzy na mnie
gniewnym wzrokiem, ale kiedy mój brodaty kolega przechodzi i łapie mnie pod
rękę, swoje uwagi przepuszcza koło uszu.
Marcin, bo takowy brodacz się nazywa zajmuje stolik. Więc zostaję zmuszona do podejścia do baru.
Zamawiam 4 kolejki czystej i po piwie, nie umiem pić, nie
lubię. Ale co tam.
Miła pani kelnerka chyba zauważyła z kim przyszłam, aż
wyrywała się aby zanieść tą tackę, więc dlaczego nie.
Gdy stanęła postawiła
nasze zamówienie na stoliku, poprawiła się , a ja parsknęłam śmiechem.
Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, jak każdy praktycznie i
odeszła .
-Widziałeś? Prawie jej biust wyleciał!-zaśmiał się tym swoim
głębokim głosem i przechylił kieliszek szybkim ruchem
-Wiesz co dziewczyno? Wiesz jak to jest być zdradzanym przez
żonę?
Zaparło mi dech, autentycznie.
-Nie wiem nie miałam chłopaka, tym bardziej żony. Wiesz co
Brodi? Może jednak nie piwo co ?
Machnęłam na tą cycatkę, gdy podeszłą poprosiłam ją o
butelkę whisky.
Po chwili piliśmy jak równy z równym, w sensie dosłownym
Rozmowom nie było końca, wysłuchałam całej historii
małżeństwa brodacza z ową Hanią, zrobiło mi się przykro. Nie z zazdrości, po
prostu to fantastyczny facet, a zdradza go z jakimś taki szaraczkiem. No dobra,
z zazdrości trochę też.
Kiedy poczułam, że mam lekko w czubie, on zaczął wypytywać
się mnie o moje życie.
- A CHŁOPAK? PARTNER?
-Nie mam, Brodi, ja jestem jeszcze dziewicą- czknęło mi się
– wiesz. Zazdroszczę Izie… beztroska, piękna, przebojowa.. a ja? Ni to dupa ni
to krzak. –oparłam się rozmarzona na fotelu
-Oj.. chyba ktoś ma dość co ? Gabrysiu?-potrząsnął mną
lekko. Aż zawirowało mi w głowie, z podniecenia? Czy z upojenia alkoholowego?
Diabli go wiedzą…
-Brodi… weź mnie no. – mruczę gdy ten bierze mnie na ręcę.
Pewnie cham wie o co mi chodziło, ale
jak już chce być taksówką, niech da się wykorzystać.
Kiedy Marcin szedł z dziewczyną na rękach przypominała mu
się jego młodość, ile ona może mieć lat? Pełnoletnia jest, wpuścili ją do
STUDNI… dwadzieścia? Nawet nie wiem czy tyle bym jej dał.
-Gabrysiu, usiądziesz na chwilę?- posadził ją na ławce, z
której po prostu się z turlała. –ależ jesteś napruta dziewczyno…
Odgarnął jej włosy z czoła, pijany uśmiech błąkał się gdzieś
po ustach, przymrużone idealnie zielone oczy, prosty malutki nosek, jakby
widział Hanię, jakieś kilka lat temu.
-Gabrysiu, gdzie mieszkasz? – szepnął szukając w jej torebce
jakiegoś skrawka, dokumentu z adresem
-mmu memu –wybełkotała i oparła się o jego ramie.
-Gdzie masz dowód?-puknął się w czoło gdy przypomniał sobie
że tam musza być podstawowe dane
Kiedy wyjął jej portfel przeszukał wszystkie zakładki gdzie
znalazł owy prostokącik. Jednak jego uśmiech zszedł z twarzy gdy zamiast
Kędzierzyńskiego adresu ujrzał Koszaliński... z ciekawości zerknął na datę
urodzenia,po chwiliuśmiechał się pod nosem niosąc pijaną 20 latkę na rękach do siebie.
Gdy wszedł do domu, cicho zamknął drzwi, wiedząc jednak że
nikogo w nim nie ma, przyzwyczajenia swoje robią, położył ją w sypialni, na
szafce położył tabletki i szklankę wody na rano.
Pozwolił sobie jeszcze zdjąć z niej spodnie i koszulę, tak
że została w podkoszulku i uroczych bokserkach z inspirującym napisem ‘zdejmij’
Sam natomiast położył się w salonie, uprzednio wypijając
trzy szklanki zimnej wody. Co to, to nie, kaca rano mieć nie chce.
Obudziłam się przez krzyki. Obudziłam się przykryta, w
miękkim łóżku, przesiąkniętym męskimi perfumami. Z przerażeniem spojrzała po pomieszczeniu, głowa bolała ją niemiłosiernie, zamknęła oczy.
jednak po chwili ponownie je otworzyła. Kto się tak drze! Spojrzałam na szafkę, gdzie
stała szklanka z wodą i jakieś proszki, wzięłam wszystko na raz. Ubrałam
spodnie, koszulę przerzuciłam przez ramię, i zeszłam na dół po schodach
kierowana dzikimi wrzaskami. Weszłam do salonu skąd wydobywały się krzyki.
-I ty śmiesz mi powiedzieć, że zawsze byłeś mi wierny?
-Haniu…
- oho, żoncia…
Spojrzałam
na brodacza spuszczającego oczy, zrobiło się mi go szkoda… biedny Brodi
-Żal
mi tych lat co z tobą spędziłam, jesteś nikim-powiedziała patrząc to na niego
to na mnie…
A
niech to!
-Te
Haneczka, - podeszłam bliżej, ja nie wiem nic specjalnego z tej babeczki-nie
zapędzasz się?
-CO
proszę?
Kiedy
stanęłam złapałam dużą dłoń Marcina w swoją, ten spojrzał na mnie nie wiem z
wdzięcznością? Z prośbą pomocy?
-Wierny
to był ci do momentu w którym nie wskoczyłaś temu facecikowi do wyra- syczę,
lubię syczeć
-Gratuluję
wyboru, jego nie ma cały czas w domu, el kapitano phi…
-słuchaj
sobie paniusiu,- puszczam dłoń Brodiego i staję tuż przed twarzą kobety- jeśli
przeszkadzało Ci że Marcina nie ma… dobrze wiedziałaś z kim się wiąrzesz,
dobrze wiedziałaś przyjmując oświadczyny i później obrączkę. O patrz- podnoszę
jej lewą rękę-nawet dalej tutaj jest
-Też
ci naobiecywał cuda wianki? Ile ty dziecino masz lat co ? chcesz sobie życie
zmarnować?
-Nie
marnuję nic, bo moje życie to Marcin, więc spłyń do tego księgowego i nas nie
nachodź, a my kochanie idziemy dokończyć to co zaczęliśmy- ciągnę go za
bokserki na górę. Kiedy ten zdezorientoway idzie po schodach ja schodzę do niej
i grzecznie lecz stanowczo wypraszam ją z mieszkania.
Facet
gdy usłyszał trzask drzwi zszedł cały blady. Weszłam do kuchni, pozwoliłam
sobie poszperać po szafkach, nalałam mu wody i wróciłam do salonu gdzie
siedział trzymając głowę w dłoniach.
-Przepraszam
cię za całą sytuację, nie wiedziałem, że tu przyjdzie.
Usiadłąm
do niego i nieporadnie go przytuliłam.
Pociągnął
mnie nie poradnie tak, że usiadłam mu na kolachach a ten wtulił twarz w
zagłębie mojej szyi.
-To
był kochane, dziękuję, że się za mną wstawiłaś
-Brodi,
odchylam jego głowę i patrzę mu w oczy- wprowadziłeś mnie do domu, bo się
zachłam, więc tyle mogę dla ciebie zrobi. Uśmiehcamy się do siebie, patrząc sobie w oczy..
-Wiesz..
chciałaś mnie zaciągnąć do łóżka, jak, skoro jesteś dziewicą?-szepnął mi do
ucha, jakby się tego wstydził
Całe
ciało przesło mi ciarkami, zaczęłam się czuć niepewnie czując jego dłonie na
moich lędźwiach.
-E..
no. Dobra, czas na mnie.
-Daj
mi swój numer co ?- podaję pokolei ciąg cyfr
-a
adres?-mruknął z zadowoleniem wklepując numer do telefonu
-Przyjaźni
13- zakłądam kurtkę,
-Wpadnę
dziś z whisky – śmieje się widząc mojąniewyraźną minę, co mi tam
-Dobra.
Ale jakąś dobrą, bo to wczoraj, to jakaś lura była…
Całuje mnie w policzek i zamyka za mną drzwi.
Całuje mnie w policzek i zamyka za mną drzwi.
Wiem, że Iza będzie zła, wiem że będzie
warczeć, wiem że Jurek będzie, i jak będzie ot będzie się śmiał, idę sobie,
patrzę po ludziach i zastanawiam się co się dzieje.
Czuję
ciepło, mimo że jest zimno. Czuję… czuję się spragniona, nie Jurka, a Brodiego.
Czuję
dziwne uczucie, nie zakochanie, nie nie nie.
Podniecenie,
tak to jest właśnie to uczucie.
Przerażam
się swoimi myślami i wbiegam do domu.
Ściągam
buty i idę do kuchni z zamiaram nalania sobie wody. Jakie jest moje zdziwienie
gdy widzę Jurka w bokserkach, parskam i krzyczę coś o szlafroku, w całkowitym
amoku wchodzę do siebie, padam zmęczona i usypim, śniąc snem niespokojnym z
Brodim w roli głównej.
Przepraszam
was bardzo, jednak nie wiem co się dzieje ostatnio ze mną, czuję się wypalona? Czuję
się pełna bzdur, bez sensu,
Jednocześnie
chciałabym zaprosić Was na nowego bloga ! :D http://chwile-ulotne-jak-ulotki.blogspot.com/