sobota, 29 grudnia 2012

prolog



Stoję cicho patrząc na usypiające miasto.
Zaciągam się ohydnym powietrzem i zaczynam żałować że udało się jej mnie namówić na przyjazd do tego miasta.
Wiedziałam, że w tym mieście światła jupiterów nie gasną szybko, wiedziałam, że to miasto zaczyna żyć w nocy. Poczułam przechodzący przez całe ciało dreszcz. Rozejrzałam się i zaczęła zastanawiać się w którą stronę iść. Mieszkam tu od dwóch miesięcy, jednak dłuższe dystanse sprawiają mi wielką trudność.
JA i orientacja w terenie, to dwie sprzeczności.
Usiadłam zmarnowana na ławce i zaczęła układać sobie w głowie, jak dostać się do domu.
Wyciągam z torebki portfel, wygrzebuję z niego drobne. Trudno. Nowe buty kupię za miesiąc, lub dwa. Albo w ogóle, patrzę na swoje znoszone trampki i zrezygnowana wybieram numer infolinii taksówek, podaję swoje położenie i czekam na pojazd.
Po niecałych dziesięciu minutach taksówka podjeżdża pod ratusz.
Po kolejnych dziesięciu minutach stoję pod drzwiami od mojego pokoju, biedniejsza o 35 złotych.
Mruczę z niezadowolenia gdy słyszę jednoznaczne odgłosy z pokoju mojej siostry.
Wiecznie młoda, wiecznie piękna, wiecznie szalona pani doktor. Jako że skończyła studia medyczne, zaczęła pracę w tutejszym szpitali, jako że jest moją mentorką od lat dziecięcych podjęłam studia na Kędzierzyńskiej uczelni. Może nic specjalnego, ale jako fizjoterapeuta też będę dobrze zarabiać. Wchodzę do siebie, wkładam słuchawki, włączam najgłośniej jak się da, Aleksandra, Myslovitz.
Nucąc z Rojkiem, rozbieram się do spania, nie lubię spać w ciuchach, ograniczają mnie one w nocy, a tego nie lubię. Jak ktoś lub coś mnie ogranicza. Dlatego śpię nago.
Wsłuchując się w magiczne takty gitary i zniewalający głos, usypiam zmęczona dniem dzisiejszym.

Słyszę wstrętny, ohydny dźwięk tłuczonego szkła, zmarkotniała patrzę na zegarek, który oznajmia mi godzinę 3:38. Narzuciłam na siebie jedynie szlafrok, papcie od mamusi i schodzę po schodach nasłuchując jakiegokolwiek dźwięku, przed wejściem do kuchni łapię wazon od cioci Krysi, i wchodzę z zamiarem obrony koniecznej.

Jakie moje zdziwienie jest, gdy widzę boga?

Idealny facet, mój boże, stoi tuż przede mną i zakrywa swoje przyrodzenie. Zdezorientowana odkładam wazon i gaszę światło.
-Stój tam gdzie stoisz. Nie patrzę, - mówię głośno i wyraźnie. –Kim jesteś, bo co tu robisz to chyba oboje wiemy, mam pokój obok.
-Eee.. no Jurij. Jurij jestem. –chcesz mi podać dłoń, jednak gdy parskam śmiechem ponownie zakrywasz to i owo.
-Więc Jurek, mogę tak mówić?- kiedy nie słyszę sprzeciwu, kontynuuję. –Więc Jurku, z racji iż przebywasz w mojej kuchni, i stoisz nagi…
-Pić, chce mi się po prostu pić. –słyszę jakiś akcent, niewyraźne ć na końcu wyrazu.
-Dobra Jurek, nie patrzę. A ty wyjdź, muszę posprzątać szkło, ubierz gatki a ja naleję ci coli.
Zawstydzony facet w mgnieniu oka wychodzi ja zapalam światło i sprzątam pozostałości po kubeczku Kubusia puchatka
Gdy do kuchni wchodzi ten bóg, mamroczę z niezadowolenia, że przyodział koszulkę. Ale stawiam przed nim napełnioną szklankę z odrdzewiaczem i patrzę jak zachłannie wypija całość.
-A ty? Kim jesteś?
-Młodszą siostrą, mojej starszej siostry- patrzy na mnie jak na UFO, więc się nie zrażam.- Gabi, Gabrysia byle by nie Gabrych. Wyciągam ku niemu dłoń, kiedy wyciąga swoją, nagle moją cofam
-A umyłeś? Trzymałeś owe świństwo w rękach- pytam z głupim wyrazem twarzy. Wiem w nocy jestem dziwna, bardzo dziwna. Patrzę jak zarumieniony facet myje ręce, wyciera niedbale w koszulkę i ponownie podaje mi dłoń, tym razem ją uciskam bez problemu.
-Jesteś wielkoludem? Czy jakim innym postrachem? –ponownie pytam, ponownie z głupim wyrazem zdziwienia
-Nie siatkarzem- w końcu się odzywa. A gdy słyszę kim owy Jurek jest, prycham
-Nie lubisz siatkówki?
-Lubię, tylko nie siatkarzy. Długa historia, nie warta uwagi. A teraz kochaneczku, pozwól, że wrócę do siebie, bo jestem prze ohydnie zmęczona,
Idę i wracam do mojego pokoju. Po drodze zastanawiam się, czy ja i Iza jesteśmy z tych samych rodziców. Bo gdy widzę jak Jurek skręca do pokoju mojej pani doktor, skręca mnie z zazdrości i uświadamiam sobie, że źle jest być dziewicą w świecie tak pięknych mężczyzn.

Czuję głośny mlask na swoim policzki, z obrzydzeniem wycieram go ręką machinalnie uderzając Izę w ramie.
-Nabzykałaś się już?- pytam nie otwierając oczu
-Tak, tak. Dziękuję, że się Jurijem zajęłaś. Odpadłam po prostu, wiesz jak on mnie wymęczył?-W kopała mi się w kołdrę i splątała nasze nogi
-Zimna jesteś, zabierasz mi ciepełko. –Mruczę wtulając się w jej ramie.
-Dostałyśmy zaproszenie na mecz, pójdziesz?
-Ja? Przecież wiesz, że nie lubię
-Wiem, dlatego chcę cię zabrać, poza tym ‘Jurek’ mówił, że bardzo nalega. -Parskam śmiechem gdy słyszę moje określenie na jego imię. Przeciągam się, gdyż wiem że już nie usnę
-Pójdę, pójdę i powiem mu żeby nie latał po obcych mieszkaniach nago.
Zdeterminowana wstaję z zamiarem napisania kilku słów w pamiętniku, złożenia codziennej obietnicy w owym zeszycie, że utracę dziewictwo... 
Idę pod prysznic, włączam ciepłą wodę stoję tak i marzę,
Umyta, pachnąca super doskonała wychodzę z toalety idę zrobić sobie kawusię i coś do jedzenia.
Po zjedzeniu jakże zdrowego śniadania co w skłąd wchodziło zjedzenie 3 bułek z połową nutelli
Siadam w salonie przed telewizorem z zamiarem obejrzenia chirurgów.
Patrzę, śmieję się, płaczę. Cała ja. Iza z kuchni wychyla głowę, że na szesnastą jest mecz, zerkam na wiszący stary drewniany zegar z kukułką, który czasami mnie budzi po nocy i stwierdzam, że mam jeszcze co najmniej 4 godziny.
Dlatego więc włączam kolejny odcinek.
Z kolejnego, zrobiły się następne 3 i tak o to biegam teraz jak z pieprzem w jednej ręce dzierżąc prostownicę w drugiej puder. Jak już mam wyjść to jak człowiek a nie!
Kiedy stwierdzam fakt, że moje loki są w miarę wyprostowane a trupioblada twarz, nabrała kolorytu schodzę do salonu gdzie siedzi Iza.
-Ładnie?-obkręcam się, tak że niebieska tunika lekko podwiewa. Ubieram czarne trampki, biorę torbę i jestem gotowa
-Ładnie, ładnie. – klepie mnie w pośladek, bierze kluczyki i idziemy do samochodu.
Nie lubię siatkarzy, bardzo. Uważam że to tacy sami ludzie, więc nie widzę tego szału na ich byt, uważam że zbyt przedmuchane, rozdmuchane i inne chane.
Kiedy dojeżdżamy hali Azoty wychodzę i mruczę z niezadowolenia widząc napalone dziewczynki
Iza wyciąga z torebki dwa bilety i z uśmiechem podaje je jakiemuś gburkowi.
Idziemy do szatni, gdzie zostawiamy nasze kurtki i podążamy za tłumem kierującym się do sektoru 3
-No nie powiem, postarał się Jureczek- mówię na co uśmiech wstępuje Izie na twarz.
Postaram się dobrze bawić.

2 i pół godziny później.

Stoję przed szatnią. Tak dokładnie przed szatnią siatkarzy a moja siostra migdali się z Jureczkiem gratulując mu wygranego meczu z Gdańskim Treflem.
Mecz? Mecz jak mecz. Nikt nie zalał się krwią, nikogo nie ściągali na noszach, szału nie ma dupy nie urywa.
Patrzę zdenerwowana na zegarek, zaraz powtórka 4 sezonu chirurgów. A ja stoję i patrzę na tą dwójkę głąbków.
Nagle czuję jak coś powala mnie na ziemię. Staram zlokalizować się to coś i widzę tylko drzwi.
Dotykam ręką czoła czując rosnącą bulwę.
-Kurwa mać!- klnę siarczyście, zwracając na siebie uwagę mojej Izuni, Jureczka i brodacza-mordercę
-Nic ci nie jest? Nie zauważyłem Cię, przepraszam
Kiedy podaje mi dłoń, chwytam ją a ten z łatwością sprowadza mnie do pionu.
Patrzę z gniewem w oczach czuję jak to coś na moim czole zaczyna żyć własnym życiem, z przerażeniem patrzę na kropelki na nosie, czerwone to to. I lepkie, czuję.
-kurwa mać, -mruczę, i upadam na ziemię.

Kiedy czuję plask na twarzy zrywam się jak oparzona. Patrzę z nienawiścią w oczach na moją panią doktor i myślę co by tu odwarknąć, ale kiedy orientuję się, że nade mną stoi przeszło 10 osób i patrzą z zaciekawieniem milknę w sobie i odwracam się do drzwi.
-wybacz, nie wiedziałem, że tak mocno ci przyłożyłem tymi drzwiami
-Marcin, przestań, głupie to to- Iza zaczęła opatrywać mi rankę- po co stawała tak blisko drzwi?
-Tak dla jaj, głupia jesteś- odpycham jej rękę i podchodząc chwiejnym krokiem do lustra i naklejam plaster-w ogóle, co za debil otwiera drzwi tak zamaszystym ruchem, mówiłam, że siatkarze to udręka ludzkiego świata, z resztą jak każdy pożal się boże sportowiec. – mruczę pod nosem
-to po co przychodziłaś?- mój oprawca staje z założonymi rękoma i patrzy na mnie z góry. No cóż. Ja mam metr 69, on jakieś ze 100.
-bo moja siostra i Jurek mnie namówili. – pokazuję palcem na dwójkę winowajców. – nie lubię sportowców.
-nie znasz żadego z nas, oprócz ‘Jurka’ więc nikogo nie posądzaj i nie oceniaj,  a teraz przepraszam idę do domu, pomyśleć w samotności nad sensem życia i nagadać na każdą postać płci żeńskiej.
Przetrawiłam jego wypowiedź trzy razy myślę, myślę…
-Czekaj, idziemy do baru, chodź. – ciągnę go zdezorientowanego za rękę do wyjścia- chcę się upić. A tobie może być lepiej jak się wygadasz. Jak w ogóle masz na imię?
-Marcin, ty zapewne Gabrysia?
-No si si -Idę ciągnąc wieżę za sobą i słyszę zdumiony głos mojej siostry i śmiech jakiś tam ludzi.
A co mi tam, zabawię się dzisiaj.


Witam, opowiadanie zapewne wiecie o kim,
Lubię to.
Do niedługa. <3

wtorek, 25 grudnia 2012

epilog.



Siedzisz zapłakana na parapecie w swojej sypialni, rzucasz co chwilę wzrokiem na przejeżdżające samochody, patrzysz na przechodzące osoby, starsze panie z tobołkami, dzieci biegające po chodniku za rodzicami.
Jednak gdy widzisz znajome auto, wstajesz, podchodzisz do lustra, przecierasz dłonią zapłakane policzki, ubierasz kapcie i wybiegasz na schody.
Wysiada Michał, jednak wysiada druga osoba, z plastrem na twarzy co  znaczące jest że się zaciął przy goleniu, z worami pod oczyma, taki szary.
Stajesz w połowie kroku, chcesz się cofnąć, jednak Michał znajduje się tuż obok ciebie. Łapie cię za rękę i nie zważając na to że jesteś w materiałowych kapciach ciągnie cię w stronę twojego męża.
Ty, zawsze idealnie wyglądająca, z nienagannym strojem, z delikatnym makijażem stajesz przed nim w starym wyciągniętym dresie i koszulce swojego ojca, bez makijażu, bez ułożonych włosów, bez uśmiechu, bez życia.
On zawsze ubrany w dopasowane ciuchy, w koszuli z wyprasowanym kołnierzykiem i mankietami, z szelmowskim uśmiechem rodem z lat 20 XX wieku, taki twój własny amant, teraz, twarz pocięta przez maszynkę, z siniakiem pod okiem, rozmemłany, bez chęci, bez ciebie.
Stoicie i patrzycie tak na siebie.
Czujesz silniejszy ucisk dłoni Michała, puszczasz ją a ten odchodzi i wsiada do auta.
Patrzysz przestraszonym wzrokiem, nie wiesz gdzie masz zerkać. Jednak gdy czujesz dłoń Bartka na swoim ramieniu podnosisz niepewnie wzrok patrząc mu w oczy.
Kiedy spojrzał na ciebie przeraził się głębi uczuci zawartych w twoich źrenicach.
Zacisnęłaś pięści, przygryzając wargę.
-Oti…- Kiedy słyszysz jego zachrypnięty, męski głos przechodzą cię dreszcze, chcesz zapomnieć i rzucić mu się na szyję. –Wybacz mi, proszę. –słyszysz jego szept, widzisz spływające łzy po twarzy, podnosisz dłoń i wycierasz je, tak jak zawsze to robiłaś. Łapie twoją dłoń i wtula się w nią. Całując delikatnie
Nie przejmujesz się już niczym, rzucasz mu się na szyję, przytulasz tak mocno, jak nigdy.
Zdziwiony początkowo stał sztywno, jednak gdy zorientował się co się dzieje wtulił się w ciebie i rozpłakał się, to przepraszając, zaciągając, ukrył twarz w zagłębiu twojego obojczyka, tak jak zawsze.
Głaszczesz go, przytulasz, napajasz się jego obecnością, zapachem.
NIM
Odpychasz go lekko zmuszając jednocześnie by na ciebie spojrzał.
Obejmuszesz dłońmi jego twarz, przysuwasz się do jego ucha i szepczesz
-Spraw bym wróciła do idylli z tobą. Z nikim innym
Łapiesz go za dłoń, idziecie razem do domu twoich rodziców
Kiedy matka widzi kogo wprowadzasz, szklanka wyleciała jej z dłoni, powodując dużo hałasu
Zaniepokojony ojciec wyszedł do przedpokoju i również stanął wyczekując wyjaśnień.
-Mamo, tato, to mój nowy, stary mąż.
Matka machnęła ręką, zbierając odrobinki szkła, jednak ojciec stał i z założonymi rękoma
-Tylko nie zrań jej, nie zniosę więcej jak będzie tak płakać. – mruczy coś pod nosem i wraca do oglądania wiadomości
-Zrobię wszystko, tylko żebyś mi wybaczyła, żebyś wróciła. ŻEBYŚ BYŁA MOJĄ JUŻ NA ZAWSZE


Przepraszam, nie wiem jak zacząć, jak skończyć. Sama czuję się jak wypalam się od środka, faceci to samo zło.
 Kocham, TO KURDE CHCĘ BYĆ KOCHANA.

Na dniach zacznę kolejne. Na tym samym blogu, tak samo krótkie. 
Tymczasem, Wesołych świąt. 
Nienawidzę ich! 

środa, 19 grudnia 2012

dwa.




Kiedy wszedł na salę oczy jego kolegów gwałtownie zwróciły się ku niemu. Albowiem nie przypominał on siebie sprzed kilku dni. Zarost świadczący o zaniedbaniu higieny, wymiętolone ciuchy, bałagan na głowie a, że w głowie to swoją drogą.
Usiadł ciężko na krzesełku i patrzył tępym wzrokiem po rozciągających się kolegach.
-Kogo to moje oczy widzą, jaśnie pan Gawryszewski- Luks spojrzał na niego spod byka- chłopie jak ty wyglądasz,- podszedł bliżej zawodnika- ja pierdzielę! Weźcie go ode mnie. Idź mi stąd idioto! Postaram się o to żebyś przez kilkanaście meczy siedział w kwadracie!
Grzesiek i Mateusz podbiegli do kolegi, który bezwiednie podążał za nim
Od razu wyczuli woń alkoholu. Nie woń, SMRÓD.
Spojrzeli po sobie i za zgodą trenera Grzesiek pojechał z Bartkiem do domu. Kiedy wchodził, zdziwił go brak żony środkowego.
Gdy pomógł wejść koledze do środka przeraził go burdel jaki tam zastał. Zawsze czysto, brak kurzu, czegokolwiek…  teraz wszędzie puszki, butelki papierki po słodyczach. Gdzieniegdzie walały  niedopałki…
Spojrzał na Bartka, odgarnął stertę ciuchów z fotela, usiadł na nim wyczekując wyjaśnień.
-Wiesz.. – zaczął mówić pijackim głosem- zdradziłem ją wiesz?
Co on zrobił? Tego aniołka? Tą cudowną kobietkę, której zazdrościł mu sam trener…
-I wiesz. Nie wiem skąd, jak, kiedy.. kiedy się o tym dowiedziała wiesz? – warga zaczęła mu niebezpiecznie drżeć, z czym Grzesiek dziwnie się poczuł…- wiesz… - czknęło mu się- oddała obrączkę.. wiesz… Ani. Wiesz.. odeszła wiesz? – wymawiając te słowa rozbeczał się jak małe dziecko. Ukrył twarz w dłoniach, Gregor nie wiedząc jak postąpić, usiadł koło kolegi, który wtulił się w jego ramiona i zaczął płakać.
Kiedy siatkarz wymęczony płaczem i w pewnym sensie upojeniem alkoholowym usnął Łomacz zaczął układać wszystko w spójną całość.
Zdradził Otylię, z jakąś Anią…
-No chyba nie z tą… -spojrzał na niespokojnie śpiącego kumpla. Jedyna na myśl przychodziła mu Ania, jej przyjaciółka. Jego sympatia…
Wyszedł z pokoju, żeby nie przeszkadzać mu we śnie, usiadł na jednym czystym krześle w kuchni, wyjął telefon i wykręcił do niej numer.

Śpisz, snem niespokojnym ale śpisz. Wczoraj kiedy kładłaś się leżał obok Michał, dziś z racji że jest ranek już go nie ma. Kiedy otwierasz oczy starasz zlokalizować to co cię obudziło.
Jednak po chwili telefon ponownie daje o sobie znać.
Patrzysz ze zdziwieniem na wyświetlasz „MENTOS DZWONI”, ale odbierasz
-Cześć Grzesiu- mówisz szeptem, jakbyś bała się że ktoś cię za to zdrobnienie zbeszta, albo po prostu masz kaca…
-Powiedz mi… Co się stało, Bartek od dwóch dni nie zjawia się na żadnym treningu, to znaczy- przerywa- dziś się przyszedł. Nawalony, brudny, zarośnięty.
-Wiesz.. –zastanawiasz się jak masz zareagować, zmartwił cię telefon waszego kolegi..  Był moment że chciałaś się spakować i jechać… - co ja mam ci powiedzieć.
-Jak długo będzie się toczyć ta walka o wasze małżeństwo.
-Tak długo jak on będzie chciał. – szeptasz rozłączając połączenie.
Patrzysz na zegarek, parę minut po dwunastej, czas wstać.
Bierzesz z torby pierwszą lepszą koszulkę, którą okazuje się jego koszulka. Wdychasz zapach ukochanego mężczyzny, zaciągasz się nim. Patrzysz na dłoń, która wydaje się dziwnie pusta.  Znowu czujesz że oczy wilgotnieją. Zaciskasz powieki pozwalając bezwładnie opaść łzom.
Idziesz pod prysznic, odkręcasz zimną wodę, piszczysz jak dziecko, jednak po kilku chwilach przyzwyczajasz się do zimna. Rozmasowujesz obolałe skronie, myślisz…
Chcesz coś zmienić. W sobie, w swoim życiu. Jednak nie jest to tak łatwe BEZ NIEGO

Wstał nad ranem. Czeka go podróż przez całą polskę, jednak nie widzi w tym poroblemu, zajechał do domu, do Moniki, która obiecałą się go kryć i ruszył.
Kiedy mijał Warszawę, rozdzwonił się jego telefon
-Otis.- mruczy pod nosem zatrzymując samochód gdzieś na poboczu- Halo bejbe? –stara zachować się jak naturalniej
-gdzie jesteś? Potrzebuje się upić-słyszy że płaczesz, serce mu się kraje, jednak..
-Nie ma mnie w jastrzębiu, wrócę jutro.. Mówiłem ci, mam ważne spotkanie.- nie lubi kłamać… - wrócę niebawem, może przejdziesz się do Moniki ?
-Pomyślę, albo upiję się z mamą… Cześć Misiu.
Rozłączyłaś się a on ruszył dalej, wiedział, że dostanie wiedział, że się obrazisz, ale nie mógł znieść tego jak się zachowujesz.
Kiedy zajechał do Gdańska było późne popołudnie. Zapukał do waszego mieszkania, jednak gdy nikt nie otwierał drzwi wszedł. Przeraził się

Siedzisz na łóżku nie wiedząc czy wykręcić numer do Moniki, mimo iż kiedyś zarzekała się że musicie się zgadać na piwo, drinka czy kawę.
Wykręcasz.
-Halo? – w słuchawce słyszysz szczęśliwy, uśmiechnięty głos
CO TY OTYLIA PIERDOLISZ.
-hej, Oti z tej strony
-Hej, hej! Co się stało-nie wiesz co masz jej powiedzieć, jak zareaguje, jak będzie patrzeć na tą głupią sytuację. A może dziku jej wszystko powiedział ?
-Nie masz ochoty na piwo? Ewentualnie drinka?
-No jasne! Kiedy? A może wpadnę do ciebie wcześniej i wypijemy sobie kawę? Pogadamy?
-Jeśli to nie problem dla ciebie będzie.. to jeśli…
-Za godzinę jestem.- żegnasz się z Michałową dziewczyną i idziesz szybko ogarnąć w swoim starym pokoju.
Myślisz co by tu zrobić. Ubierasz się, bierzesz portfel i wybiegasz do osiedlowego sklepiku w celu nakupowania słodkości.

-Ale syf. – Michał idzie przedzierając się przez bajzel na podłodze. Ciuchy, butelki, jakieś bliżej niezidentyfikowane opakowania…
Wchodzi do waszej sypialni, jednak widząc że jest pusta szuka dalej. Zachodzi do salonu gdzie siedzi twój mąż. Nawet nie usłyszł jak wszedł. Rozmawia przez telefon, jeśli t można nazwać rozmową… Krzyczy, wścieka się. Wyzywa osobę po drugiej stronie słuchawki.
-Nienawidzę cię. –warczy rzucając telefonem o podłogę. Dopiero wtedy zauważa michała.
-Co ty… Jest z to.. - kręci przecząco głową. Podchodzi do okna, otwiera je i siada naprzeciwko zarośniętego mężczyzny
Jednak po chwili po domu słychać jeden wielki krzyk. Kłótnią tego nazwać nie można. to było darcie się sprowadzające ze złej drogi, bynajmniej tak Kubiaczek sobie myślał.
-Idziesz się ogarnąć, uczesać zgolić brodę. UMYĆ się.
-po co ?
-pakujesz się, jedziesz ze mną. Bo nie mam zamiaru patrzeć jak moja przyjaciola i przyjaciel chlają aby zapomnieć. Ale nie powiem jesteś skończonym kretynem.
Nie odpowiedział nic tylko poszurał do łazienki
Przygotowując ciastka ciasteczka, kawki, herbatki i różnorakie słodkości nie myślałaś o niczym, tylko żeby dobrze wypaść.
 Pamiętasz ją ze swojego ślubu, pamiętasz jak dogadywałyście się, jednak pojechałaś za mężem na drugi koniec polski. Więc kontakt się urwał. Bo co to jest kontakt na odległość. Albo ty  nie masz czasu albo ona. I tak się po prostu dzieje.
Słyszysz pukanie do drzwi. Matka rusza by otworzyć drzwi, jednak widząc cię w korytarzu rezygnuje cofając się do swojego pokoju. Podchodzisz cała podekscytowana, otwierasz je i zapraszasz ją do środka.
-Dziękuję, że przyszłaś,- mówisz kierując ją do salonu, kiedy siadacie kobieta wyciąga film z torby, poznajesz opakowanie. WASZ FILM
-włącz, powiedz mi czy warto zaprzepaścić takie uczucie. -drżącymi rękoma wkładasz płytkę w stację
-Monika, nie wiem co powiedział ci misiek, ale to nie ja postanowiłam odejść. To znaczy ja, ale nie dla tego ze chciałam o tak, bo mi się znudził. Bartek mnie zdradził, z moją przyjaciółką.
Więc…
-Otylia- przytula cię do siebie- wiem, Dziku mi to powiedział, ale spójrz. – skierowała twoją głową na ekran- widzisz jacy byliście szczęśliwi? Jakby tu przyjechał, co byś zrobiła?
-Nie wypuściła bym go nigdy z rąk-czujesz spływające łzy po twoich polikach- nigdy prze nigdy
Widzisz jej uśmiech więc przytulasz się mocniej, co sprawia, że jednak rozklejasz się. Ale nie tak delikatnie jak przy Michale. Wybuchasz płaczem który kumulował się od samego początku.
A ona siedzi, głaszcząc cię mówi, że będzie lepiej. Nie wiesz czemu ale zaczynasz w to wierzyć, czujesz ze będzie lepiej!

-Boję się. Boję się tam jechać
-Nie dziwię się, zjebałeś jak sto pięćdziesiąt.
Siedzą już ponad cztery godziny w michałowym samochodzie, jechali… wymieniając między sobą zaledwie kilka zdań.
Jednak w pewnym momencie Kubiak zatrzymał samochód, kazał towarzyszowi wysiąść z auta i bez pardonu uderzył kolegę w twarz
-Obiecałeś że jej nigdy nie zranisz- cedził przez zęby- wiesz ze ja też ją kochałem, wiesz dobrze o tym – ledwo co stara się opanować- wiesz kurwa o tym ze do tej pory jest dla mnie ważniejsza niż ktokolwiek! A ty od tak sobie idziesz do łóżka z jakąś siksą!
Bartek stoi trzymając się za puchnący polik. Wiedział, że Michał coś do niej czuł, ale nigdy nie przyznał się sam a on dla świętego spokoju nie pytał.
Nie próbował się bronić, słowa siatkarza raniły bardziej niż setki sztyletów, wiedział że zniszczył to co było dla niego najważniejsze. Przez co ? sam nie wiedział przez co.
PO chwili wsiedli do auta i ruszyli.
-Przepraszam, za to że cię uderzyłem i za ten wybuch. Wiesz. Otylia jest najpiękniejszą osobą na świecie, jest… Po prostu Otylią.. a wiesz, kocham ją od momentu kiedy ją poznałem, kiedy podeszłą nieśmiało na klatce i poprosiła mnie o autograf… wiedziałem że będzie ważną personą w moim życiu. Jednak pojawiłeś się taki ty.. i wszystko poszło się. je.e.. no walić.
-Wiem. Domyślałem się, ale nie wiedziałem że aż tak to wyglądało z twojej strony.
-Nie ważne.
Jechali już w ciszy nie poruszając tematu. Ta cisza im wystarczyła…



Miazga, konkrena. przepraszam
Dla Pauliny za siuorokowe rozmowy
Dla MAdzi, że nie złości się za listonosza
Dla Dominiki, co OBIECAŁA mi ciastka.


CHCĘ> PRAGNĘ

niedziela, 16 grudnia 2012

jeden.



Dojechałaś, weszłaś do rodzinnego domu i od razu wpadłaś w ramiona matki.
Ta otuliła cię szczerym smutkiem wywołanym twoim załamanym spojrzeniem. Rozebrałaś się, poszłaś się odświeżyć, gdy weszłaś do salonu, położyłaś głowę na kolanach mamy, ta zaczęła cię głaskać, tak jak kiedyś. Nawet nie wiesz kiedy usnęłaś.
Obudził cię podniesiony ton rodzicielki. Weszłaś do kuchni gdzie rozmawiała przez telefon, domyśliłaś się z kim, o czym, ale nie wiedziałaś po co.
-Jesteś idiotą Bartoszu, skończonym idiotą.- spojrzałaś zamulonym wzrokiem na matkę, która rzuciła telefonem- dobijał się od trzech godzin. Pytał czy jesteś…
-Jestem mamo, jestem…
Weszłaś do swojego starego pokoju, usiadłaś z ciężkim westchnięciem na łóżku, w którym wszystko się zaczęło.
-Otylko, masz gościa- rzuciłaś niemrawym wzrokiem, na  kolejne odrzucone CV… Matura zdana, biłaś się w głowę, że ciągle żerujesz na rodzicach, chciałaś znaleźć tą pracę, ale nikt ci tego nie ułatwiał nie szukają takich młodych ludzi… Spojrzałaś na wchodzącego mężczyznę.
Chwilę później stałaś i patrzyłaś w jego oczy,
po chwili poczułaś jego usta na swoich.
Oddałaś, no bo kochałaś go od dawna. Kiedy przestaliście, spuściłaś oczy.
Nigdy nie zapomnisz co ci powiedział.
-Oti, moje życie bez ciebie, nie jest życiem.
Zaczęło się…
Włączyłaś telefon, który od wczoraj był wyłączony.
10 połączeń; 20 wiadomości, które usunęłaś nie czytając.
Wiesz dobrze, że nic nie będzie tak samo. Wiesz że twoje serce nigdy nie będzie takie samo.
Wiesz, że twoje życie zmieni się diametralnie.
Położyłaś się i od natłoku myśli, od natłoku wrażeń w przeciągu dwóch dni usnęłaś snem niespokojnym

Śniłaś o waszym ślubie, o pięknej białej sukni, o niebotycznych obcasach by nie wyglądać śmiesznie przy dwumetrowym mężczyźnie. No co, gdy rozdawali wzrost, stałaś po urodę. Jednak, tymi swoimi 153 centymetrami potrafiłaś zwojować świat, może nie świat, ale jego serce. To na pewno.
Widziałaś wasz pierwszy taniec, wasze czułe spojrzenie, na litość boską, to było zaledwie 7 miesięcy temu!!!
Obudziłaś się z mokrymi polikami, nie wiedziałaś gdzie jesteś, ale uderzyła cię oszołamiająca ciemność, zerknęłaś na telefon, 4 :30
Zrezygnowana poszłaś się umyć. Przebrałaś się w dres i poszłaś przebiegać smutek, tego właśnie nauczył cię on, twój mąż.
Kiedy biegłaś po ciemnych uliczkach, krzyczałaś, powoli się wyciszając.
W pewnym momencie opadłaś na śnieg bez sił, zaczęłaś oddychać, łapać powietrze, którego jakby ci zabrakło.
Rozejrzałaś się po parku, gdzieniegdzie pogaszone lampy nadawały mroczny efekt temu miejscu. Wstałaś, zaczęło ci się robić zimno. Otrzepałaś przemoknięte dresy ze śniegu i ruszyłaś dalej.
Biegłaś do domu, jednak myślami stałaś w miejscy, w miejscu w którym byliście wy dwoje, bez niej.
Zaśmiałaś się, z ironii losu, z tej sytuacji. Jednak wiesz że  to nie był szczery śmiech.
Gdy dochodzisz do domu dostajesz śnieżką, odwracasz się i widzisz uśmiechniętego od ucha do ucha sąsiada.
-Pogięło cię- warczysz zła wytrzepując śnieg z włosów.
-przepraszam pani…
-Nie kończ. -Zatrzaskujesz za sobą drzwi od domu rodziców
Nie chciałaś wdawać się w konwersację z jego kolegą. W sumie to bardziej twój niż jego, bo to on właśnie was poznał ze sobą.
Znowu myślisz. Znowu wzdychasz słysząc pukanie do drzwi, rozglądasz się po kuchni, godzina siódma trzydzieści. Kto normalny pukałby do innych o tak wczesnej porze?
Tak tylko on, Kubiaczek
-Czego? – otwierasz drzwi w niezbyt przyjemny sposób, jednak widząc wyszczerzoną buzię schodzisz trochę z tonu.- nie masz co robić? –pytasz wpuszczając go do środka.
Ten jak kiedyś ściągając buty wchodzi do kuchni, siada przy jednym z trzech krzeseł i domaga się herbaty.
Automatycznie zaczynasz powtarzać czynności, które kiedyś były normą.
Wyciągasz dwa kubki i herbatę w saszetkach, to nic że oboje jej lubicie, nie ma sypanej, tej zwykłej, prawdziwej.
Stoisz i patrzysz tak na saszetkę, zastanawiasz się, CO tak naprawdę jest prawdziwe.
Kiedy zalewasz wodę czujesz pytający, ciekawski wzrok kompana, wiesz że będziesz musiała mu powiedzieć, zna cię jak nikt inny.
Siadasz ciężko na krześle, słodzisz herbatę
-Bartek mnie zdradził- mówisz szybko, jakbyś nie chciała żeby do ciebie to doszło. Jednak dochodzi… Oczy szybko wilgotnieją, i on gdy widzi co się dzieje, nadal z wielkimi oczami ze zdziwienia przyciąga cię do siebie, pozwalając się wypłakać.
Po chwili gdy wypłakałaś się w jego silne, męskie ramie usiadłaś na swoim miejscu.
-Jak to ?
Zdeterminowana, postanawiasz mu powiedzieć wszystko. O niej, o nim, o tej całej porypanej sytuacji…
Patrzysz na niego. Widzisz jak się denerwuje, widzisz jak zaciska pięści,
-wiesz, najchętniej pojechałbym tam, i mu porządnie wpierdo…
Przerywasz mu, nie chcesz wysłuchiwać bluźnierstw.
Proponujesz wyjście z domu, gdyż zaraz rodzice wstaną do pracy. Chłopak przystaje na to ochoczo, piszesz krótką wiadomość na kartce, przyklejasz ją do lustra, ubierasz się i wychodzicie.
Spacerujecie po tych samych ulicach, wspominasz, jednak one najbardziej bolą…
-Jeśli w przeciągu trzech dni Bartek nie przyjedzie tutaj mnie przeprosić… składam pozew o rozwód. – postanowiłaś – i tylko błagam cię Dziku, nie ingeruj w nasze małżeństwo.
-Nie mam zamiaru, dupek i tyle… gdybym mógł..
-Ale nie możesz, dziękuję. – złapałaś go za dużą dłoń, pamiętasz jak jeszcze gdy grał w Warszawie… Uwielbiałaś mecze z jego udziałem, a gdy dowiedziałaś się, że będzie grał w JSW, zamieszka obok ciebie i będzie twoim sąsiadem, nie mogłaś uwierzyć we własne szczęście.
Kiedyś, kiedyś dawno kochałaś się w nim, dobrze o tym wiesz, jednak nie chcesz się sama do tego przyznać.
Teraz? Teraz Michał był dla ciebie kimś w rodzaju opoki, wiedziałaś, że możesz na niego liczyć, nawet w tak trudnej sytuacji, kiedy był między młotem a kowadłem. Albowiem, kolega, albowiem ty.
Po dłuższej chwili orientujesz się, że porównujesz jego dłoń do jego dłoni, jego uśmiech do jego uśmiechu, że porównujesz ich do siebie
-Ja nie dam rady Misiek…- rozklejasz się. –Tęsknię za nim, jednak nie będę się prosić o miłość.
-Dasz radę, jesteś silną osobą…
-Gówno prawda.- mruczysz. Idziecie dalej, nogi same niosą was pod halę. Wchodzisz wąchając ukochany zapach. Kiedy wchodzicie na sale widzisz trenujących młodzików. Michał z radością biegnie wołany przez chłopców. Siadasz na trybunach i patrzysz jak urzeczona na grę.
Oddajesz się wspomnieniom

Kubiaczku, jestem!- krzyczysz, kiedy na Sali jest koło 20 chłopa, wiesz doskonale, że nie lubi tego zwrotu. Po niespełna minucie zwisasz głową w dół, uderzając siatkarza po plecach. Stawia cię przy trenerach, przy sztabie i kolegach z drużyny. Widzi jak patrzysz na jednego z nich, domyślił się.
Przedstawił was sobie.
-Otylia Kusz
-Bartosz Gawryszewski.
Skąd mieliście wiedzieć, i ty i on i Michał, że wasze życie tak się potoczy. Że po kilku miesiącach gorącego romansu, burzliwych nocy, wielkiej miłości staniecie na ślubnym kobiercu, że misiek będzie jego świadkiem, a ona, ta której nienawidzisz z całego serca, twoim.
Skąd mogliście wiedzieć.
Otrząsasz się dopiero gdy czujesz wibrację w kieszeni, patrzysz zastrzeżony pewna, że to rodzice odbierasz
-Halo.
Po drugiej stronie słyszysz ciszę. Tylko cieszę. Ponawiasz próbę nawiązania kontaktu.
-To ja.
Intuicja mówi, żebyś się rozłączyła, jednak nie potrafisz… czekasz… na co ?
Nie wiesz sama, wysłuchujesz jego rzewnych przeprosin, błagania, słyszysz że płacze, że żałuje. Skąd wiesz czy to jest szczere? Nie widzisz wyrazu twarzy, nie wiesz czy nie siedzi właśnie z nią w łóżku, nie wiesz nic. Nie no wiesz, że masz złamane serce, że chcesz mu wybaczyć, jednak boisz się. No to było by dziwne, gdybyś się nie obawiała…
Nie mówiąc nic, słuchając jego głosu, oddalasz się od rzeczywistości. Rzucasz telefonem po parkiecie, młodzi siatkarze z Michałem na czele patrzą pytającym wzrokiem. Zbierasz się, rzucając krótkie cześć wybiegasz z hali. Kubiak gdy pozbierał to co kiedyś było telefonem ruszył za tobą. Wiedział, że nie może cię zostawić samej, bo jesteś zdolna do wszystkiego…

Madzia, nie zabij, Kochaju Cię
Która z Was będzie oglądać dzisiejszy mecz?
PGE SKRA Reprezentacja!!!
Widowiskowe szoł.
Pozdrawiam z nad książi od niemieckiego. NW :*