Dojechałaś, weszłaś do rodzinnego domu i od razu wpadłaś w
ramiona matki.
Ta otuliła cię szczerym smutkiem wywołanym twoim załamanym
spojrzeniem. Rozebrałaś się, poszłaś się odświeżyć, gdy weszłaś do salonu,
położyłaś głowę na kolanach mamy, ta zaczęła cię głaskać, tak jak kiedyś. Nawet
nie wiesz kiedy usnęłaś.
Obudził cię podniesiony ton rodzicielki. Weszłaś do kuchni
gdzie rozmawiała przez telefon, domyśliłaś się z kim, o czym, ale nie
wiedziałaś po co.
-Jesteś idiotą Bartoszu, skończonym idiotą.- spojrzałaś
zamulonym wzrokiem na matkę, która rzuciła telefonem- dobijał się od trzech
godzin. Pytał czy jesteś…
-Jestem mamo, jestem…
Weszłaś do swojego starego pokoju, usiadłaś z ciężkim
westchnięciem na łóżku, w którym wszystko się zaczęło.
-Otylko, masz gościa- rzuciłaś
niemrawym wzrokiem, na kolejne odrzucone
CV… Matura zdana, biłaś się w głowę, że ciągle żerujesz na rodzicach, chciałaś znaleźć
tą pracę, ale nikt ci tego nie ułatwiał nie szukają takich młodych ludzi… Spojrzałaś
na wchodzącego mężczyznę.
Chwilę później stałaś
i patrzyłaś w jego oczy,
po chwili poczułaś
jego usta na swoich.
Oddałaś, no bo
kochałaś go od dawna. Kiedy przestaliście, spuściłaś oczy.
Nigdy nie zapomnisz co
ci powiedział.
-Oti, moje życie bez
ciebie, nie jest życiem.
Zaczęło się…
Włączyłaś telefon, który od wczoraj był wyłączony.
10 połączeń; 20 wiadomości, które usunęłaś nie czytając.
Wiesz dobrze, że nic nie będzie tak samo. Wiesz że twoje
serce nigdy nie będzie takie samo.
Wiesz, że twoje życie zmieni się diametralnie.
Położyłaś się i od natłoku myśli, od natłoku wrażeń w
przeciągu dwóch dni usnęłaś snem niespokojnym
Śniłaś o waszym ślubie, o pięknej białej sukni, o
niebotycznych obcasach by nie wyglądać śmiesznie przy dwumetrowym mężczyźnie.
No co, gdy rozdawali wzrost, stałaś po urodę. Jednak, tymi swoimi 153
centymetrami potrafiłaś zwojować świat, może nie świat, ale jego serce. To na
pewno.
Widziałaś wasz pierwszy taniec, wasze czułe spojrzenie, na
litość boską, to było zaledwie 7 miesięcy temu!!!
Obudziłaś się z mokrymi polikami, nie wiedziałaś gdzie
jesteś, ale uderzyła cię oszołamiająca ciemność, zerknęłaś na telefon, 4 :30
Zrezygnowana poszłaś się umyć. Przebrałaś się w dres i
poszłaś przebiegać smutek, tego właśnie nauczył cię on, twój mąż.
Kiedy biegłaś po ciemnych uliczkach, krzyczałaś, powoli się
wyciszając.
W pewnym momencie opadłaś na śnieg bez sił, zaczęłaś
oddychać, łapać powietrze, którego jakby ci zabrakło.
Rozejrzałaś się po parku, gdzieniegdzie pogaszone lampy
nadawały mroczny efekt temu miejscu. Wstałaś, zaczęło ci się robić zimno.
Otrzepałaś przemoknięte dresy ze śniegu i ruszyłaś dalej.
Biegłaś do domu, jednak myślami stałaś w miejscy, w miejscu
w którym byliście wy dwoje, bez niej.
Zaśmiałaś się, z ironii losu, z tej sytuacji. Jednak wiesz
że to nie był szczery śmiech.
Gdy dochodzisz do domu dostajesz śnieżką, odwracasz się i
widzisz uśmiechniętego od ucha do ucha sąsiada.
-Pogięło cię- warczysz zła wytrzepując śnieg z włosów.
-przepraszam pani…
-Nie kończ. -Zatrzaskujesz za sobą drzwi od domu rodziców
Nie chciałaś wdawać się w konwersację z jego kolegą. W sumie
to bardziej twój niż jego, bo to on właśnie was poznał ze sobą.
Znowu myślisz. Znowu wzdychasz słysząc pukanie do drzwi,
rozglądasz się po kuchni, godzina siódma trzydzieści. Kto normalny pukałby do innych
o tak wczesnej porze?
Tak tylko on, Kubiaczek
-Czego? – otwierasz drzwi w niezbyt przyjemny sposób, jednak
widząc wyszczerzoną buzię schodzisz trochę z tonu.- nie masz co robić? –pytasz
wpuszczając go do środka.
Ten jak kiedyś ściągając buty wchodzi do kuchni, siada przy
jednym z trzech krzeseł i domaga się herbaty.
Automatycznie zaczynasz powtarzać czynności, które kiedyś
były normą.
Wyciągasz dwa kubki i herbatę w saszetkach, to nic że oboje
jej lubicie, nie ma sypanej, tej zwykłej, prawdziwej.
Stoisz i patrzysz tak na saszetkę, zastanawiasz się, CO tak
naprawdę jest prawdziwe.
Kiedy zalewasz wodę czujesz pytający, ciekawski wzrok
kompana, wiesz że będziesz musiała mu powiedzieć, zna cię jak nikt inny.
Siadasz ciężko na krześle, słodzisz herbatę
-Bartek mnie zdradził- mówisz szybko, jakbyś nie chciała
żeby do ciebie to doszło. Jednak dochodzi… Oczy szybko wilgotnieją, i on gdy
widzi co się dzieje, nadal z wielkimi oczami ze zdziwienia przyciąga cię do
siebie, pozwalając się wypłakać.
Po chwili gdy wypłakałaś się w jego silne, męskie ramie
usiadłaś na swoim miejscu.
-Jak to ?
Zdeterminowana, postanawiasz mu powiedzieć wszystko. O niej,
o nim, o tej całej porypanej sytuacji…
Patrzysz na niego. Widzisz jak się denerwuje, widzisz jak
zaciska pięści,
-wiesz, najchętniej pojechałbym tam, i mu porządnie wpierdo…
Przerywasz mu, nie chcesz wysłuchiwać bluźnierstw.
Proponujesz wyjście z domu, gdyż zaraz rodzice wstaną do
pracy. Chłopak przystaje na to ochoczo, piszesz krótką wiadomość na kartce,
przyklejasz ją do lustra, ubierasz się i wychodzicie.
Spacerujecie po tych samych ulicach, wspominasz, jednak one
najbardziej bolą…
-Jeśli w przeciągu trzech dni
Bartek nie przyjedzie tutaj mnie przeprosić… składam pozew o rozwód. –
postanowiłaś – i tylko błagam cię Dziku, nie ingeruj w nasze małżeństwo.
-Nie mam zamiaru, dupek i tyle…
gdybym mógł..
-Ale nie możesz, dziękuję. –
złapałaś go za dużą dłoń, pamiętasz jak jeszcze gdy grał w Warszawie…
Uwielbiałaś mecze z jego udziałem, a gdy dowiedziałaś się, że będzie grał w
JSW, zamieszka obok ciebie i będzie twoim sąsiadem, nie mogłaś uwierzyć we
własne szczęście.
Kiedyś, kiedyś dawno kochałaś się
w nim, dobrze o tym wiesz, jednak nie chcesz się sama do tego przyznać.
Teraz? Teraz Michał był dla ciebie
kimś w rodzaju opoki, wiedziałaś, że możesz na niego liczyć, nawet w tak
trudnej sytuacji, kiedy był między młotem a kowadłem. Albowiem, kolega,
albowiem ty.
Po dłuższej chwili orientujesz
się, że porównujesz jego dłoń do jego dłoni, jego uśmiech do jego uśmiechu, że
porównujesz ich do siebie
-Ja nie dam rady Misiek…-
rozklejasz się. –Tęsknię za nim, jednak nie będę się prosić o miłość.
-Dasz radę, jesteś silną osobą…
-Gówno prawda.- mruczysz. Idziecie
dalej, nogi same niosą was pod halę. Wchodzisz wąchając ukochany zapach. Kiedy
wchodzicie na sale widzisz trenujących młodzików. Michał z radością biegnie
wołany przez chłopców. Siadasz na trybunach i patrzysz jak urzeczona na grę.
Oddajesz się wspomnieniom
Kubiaczku, jestem!- krzyczysz, kiedy na Sali jest koło 20 chłopa, wiesz
doskonale, że nie lubi tego zwrotu. Po niespełna minucie zwisasz głową w dół,
uderzając siatkarza po plecach. Stawia cię przy trenerach, przy sztabie i kolegach
z drużyny. Widzi jak patrzysz na jednego z nich, domyślił się.
Przedstawił was sobie.
-Otylia Kusz
-Bartosz Gawryszewski.
Skąd mieliście wiedzieć, i ty i on
i Michał, że wasze życie tak się potoczy. Że po kilku miesiącach gorącego
romansu, burzliwych nocy, wielkiej miłości staniecie na ślubnym kobiercu, że
misiek będzie jego świadkiem, a ona, ta której nienawidzisz z całego serca,
twoim.
Skąd mogliście wiedzieć.
Otrząsasz się dopiero gdy czujesz
wibrację w kieszeni, patrzysz zastrzeżony pewna, że to rodzice odbierasz
-Halo.
Po drugiej stronie słyszysz ciszę.
Tylko cieszę. Ponawiasz próbę nawiązania kontaktu.
-To ja.
Intuicja mówi, żebyś się
rozłączyła, jednak nie potrafisz… czekasz… na co ?
Nie wiesz sama, wysłuchujesz jego
rzewnych przeprosin, błagania, słyszysz że płacze, że żałuje. Skąd wiesz czy to
jest szczere? Nie widzisz wyrazu twarzy, nie wiesz czy nie siedzi właśnie z nią
w łóżku, nie wiesz nic. Nie no wiesz, że masz złamane serce, że chcesz mu
wybaczyć, jednak boisz się. No to było by dziwne, gdybyś się nie obawiała…
Nie mówiąc nic, słuchając jego
głosu, oddalasz się od rzeczywistości. Rzucasz telefonem po parkiecie, młodzi
siatkarze z Michałem na czele patrzą pytającym wzrokiem. Zbierasz się, rzucając
krótkie cześć wybiegasz z hali. Kubiak gdy pozbierał to co kiedyś było
telefonem ruszył za tobą. Wiedział, że nie może cię zostawić samej, bo jesteś
zdolna do wszystkiego…
Madzia, nie zabij, Kochaju Cię
Która z Was będzie oglądać dzisiejszy mecz?
PGE SKRA Reprezentacja!!!
Widowiskowe szoł.
Pozdrawiam z nad książi od niemieckiego. NW :*
Sposób w jaki piszesz! Mega! Wszystko zdołałam sobie wyobrazić, cieszę się, że Kubiak się o nią troszczy, naprawdę...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, zolto-czarni.blog.pl
nie będę się powtarzać, że z odcinka na odcinek coraz bardziej genialnie bo to wiesz. Nie jestem zła :) notka świetna, pełna emocji tylko szkoda, że tych smutnych. Dobrze, że Otylia ma takiego przyjaciela jak Michał, który będzie ją wpierać.
OdpowiedzUsuńgenialnie to piszesz, blagam dodawaj w miare czesto rozdziały :)
OdpowiedzUsuńja miałam być na tym meczu, ale jednak zrezygnowałam w sumie to wczoraj z tłuczenia się pociągiem...
Nie wiem jak to robisz, ale czytając to wyobrażam sobie każdą sytuację którą opisujesz :)
OdpowiedzUsuńDopiero rozkręca się ten blog ale ŚWIETNIE pisany! ;*
Czekam na rozwój wątku:)
Pozdrawiam <3 ;*
zapraszam do siebie na nowy rozdział www.zolto-czarni.blog.pl :)
OdpowiedzUsuńWow ... Nic innego nie jestem w stanie powiedzieć . Jak czytam twoje opowiadanie , czuję się jakbym tam była i wszystko to widziała . Taka nie widzialna . Na końcu miałam łzy w oczach . Pozdro ;)))
OdpowiedzUsuńJeeeju! Jakie cudowne! Lece do drugiego rozdzialu! Jaka akcja, o ja nie moge :D
OdpowiedzUsuńa co do meczu - bylam w hali! :D